Pamiętam, że pewnego wieczoru w zeszłym miesiącu, siedząc w moim małym mieszkaniu w Rahim Yar Khan, wpatrywałem się w ekran mojego telefonu z ciężkim węzłem w żołądku, jakby cicha obawa wkradała się do mnie. Właśnie próbowałem zamienić trochę ETH na coś stabilnego w aplikacji DeFi, myśląc, że to będzie szybkie i łatwe, ale wszystko wydawało się tak splątane i poza kontrolą, moje aktywa dziwnie zablokowane, zyski błyskające obietnicami, których nie mogłem osiągnąć bez sprzedaży z bolesną stratą, a nagle cała idea dostarczania płynności uderzyła mnie jak fala przerażenia, powodując, że moja klatka piersiowa się zacisnęła. To nie była panika w pełni, ale głęboka, dręcząca frustracja zmieszana z poczuciem bezsilności, wiesz? To uczucie opadania, dlaczego kryptowaluty muszą przekształcać coś tak prostego jak trzymanie swojej ciężko zarobionej wartości w tę nieskończoną, wyczerpującą zagadkę, która sprawia, że czujesz się mały i odsłonięty? Zamknąłem aplikację drżącymi rękami, wziąłem głęboki oddech, który mnie nie uspokoił, i po prostu siedziałem tam zastanawiając się, czy jest jakikolwiek sposób, żeby się wydostać, czy jestem skazany na ciągłe poszukiwanie stabilności w świecie, który wydaje się ustawiony przeciwko mnie.