Przez długi czas goniłem za ideą zdobywania miesięcy z rzędu, jakby to samo w sobie było synonimem sukcesu. Cztery, pięć, sześć, a nawet osiem pozytywnych miesięcy wydawały się potwierdzać, że idę właściwą drogą. Ale z czasem zrozumiałem coś niewygodnego i decydującego: nie ma sensu wygrywać przez miesiące, jeśli jeden miesiąc jest w stanie zmazać wszystko, co zostało zbudowane. To doświadczenie zmienia sposób, w jaki rozumie się rentowność. Przestaje być wyścigiem o natychmiastowe wyniki i staje się poszukiwaniem spójności w dłuższej perspektywie.