Przez dwa dni spotkałem byłą, nagle się zbliżyła i zapytała mnie: „Co teraz robisz w świecie kryptowalut?”
Poczułem dreszcz na plecach, jąkałem się: „No… robię… wszystko.”
Ona była jeszcze bardziej podekscytowana: „Ah! Robisz projekt, prawda, wydałeś kilka monet, prawda?”
Mój głos zabrzmiał słabo: „Nie… nie.”
„O~ to na pewno handlujesz tymi śmiesznymi monetami, prawda? Punt, Trump i tym podobne!” Jej oczy błyszczały.
„Też nie…” Głęboko wpatrywałem się w czubki butów, chciałem spojrzeniem spalić podłogę.
„E… to robisz agencję KOL? Słyszałem, że w tej rundzie to w ogóle KOL-ów czas!” Próbowała zgadywać.
„To nie agencja…” Moje gardło się zacięło, a głos brzmiał jak stara płyta.
Ona milczała przez dwie sekundy, nagle otworzyła oczy szeroko: „Nie mów, że siedzisz na giełdzie, to naprawdę niesamowite!”
Ścisnąłem mocno uda, jak komar wykrztusiłem: „To… to nie.”
Powietrze nagle zamarło.
Jej uśmiech powoli zniknął, a głos nagle stygł: „Co więc robisz?”
„Robię… robię opcje.” Mój głos drżał.
Cały korytarz nagle zamarł, tylko dźwięk wiatru odbijał się echem. Jej wyraz twarzy się rozpadł: „Oh… to te opcje, co nikt nie gra, prawda?”
Kiwnąłem głową jak w młynku, a uszy płonęły mi od wstydu.
Zgromadzeni ludzie zaczęli szeptać, ich spojrzenia były złożone, jakby ktoś pokazywał drogi telefon na targu przy zakupy. Ona zakłopotana uśmiechnęła się: „Cóż, to też nieźle… lepsze niż nic, prawda?”
Zasłoniłem twarz, łzy wstydu sączyły się przez palce.
„My też robimy opcje i robimy to dobrze!” Krzyczałem w wyjaśnieniu, „Można kupować i sprzedawać kierunek, kupować i sprzedawać emocje, a nawet robić interesy na zmienności, niezależnie od trendów rynku, można zarobić pieniądze!”
Zgromadzeni ludzie wydali subtelny śmiech, trzymałem się mocno za ramiona, a łzy zalały mi oczy.
W tej chwili krzywa zmienności wzrosła na 8 do nieba: znów nowa seria wybuchów emocji.