W grudniu #TradeStories 4 roku, shortowanie ETH (Ethereum) było tak łatwe, jak wyciąganie pieniędzy z bankomatu, a rynek rzeczywiście tak wyglądał. Kto mógł przewidzieć, że na początku maja najwięcej likwidacji dotknie właśnie ETH. Początkowo myślałem, że na poziomie 2500 dolarów to jest dno - w końcu ETH jako "numer dwa" na rynku kryptowalut powinno mieć silne wsparcie. Rzeczywistość jednak mocno mnie zaskoczyła, nie tylko doświadczyłem likwidacji na tym poziomie, ale także głęboko zrozumiałem, że w obliczu trendu nie ma czegoś takiego jak "twarde dno", a używanie kontraktów do łapania dołków to prosta droga do zguby.

W porównaniu do tego, operacje na rynku spot były znacznie bardziej stabilne. Chociaż również raz dołożyłem do pozycji, to jednak w moim sercu brakowało tej niepokoju. W końcu z długoterminowej perspektywy nadal wierzę, że pozycja ETH jako "numer dwa" nie jest zła, rynek może jedynie przechodzić przez intensywną wstrząsającą reorganizację. Największą lekcją, jaką wyniosłem z tej fali, jest to, że nigdy nie należy walczyć z trendem, zwłaszcza na rynku kontraktów; szacunek dla rynku jest ważniejszy niż ślepa pewność siebie.

Ten zysk w obliczu wielkich graczy to niewiele, ale dla siebie to z pewnością dawka pewności siebie!