Chociaż nie jestem regularnym traderem kryptowalut, od czasu do czasu zanurzam się w rynek. Moja strategia jest dość prosta: koncentruję się na długoterminowym potencjale i unikam codziennego hałasu. Oznacza to mniej stresu i brak potrzeby ciągłego monitorowania wykresów, co idealnie pasuje do mojego napiętego harmonogramu.
Kiedy decyduję się na ruch, zazwyczaj jest on napędzany analizą fundamentalną. Zajmę się projektami z mocnymi przypadkami użycia, solidnymi zespołami i prawdziwą innowacją. Nie gonię za „pumpami” i „dumpami”; zamiast tego szukam aktywów, które moim zdaniem zachowają swoją wartość i znacznie wzrosną w ciągu miesięcy, a nawet lat.
Ostatecznie moje podejście bardziej polega na „hodlowaniu” niż na aktywnym handlu. Inwestuję to, co mogę sobie pozwolić stracić i traktuję to jako grę długoterminową. Chodzi o to, aby być oportunistą, gdy wystąpią znaczące spadki, i budować zdywersyfikowany portfel, który mogę wygodnie ustawić i zapomnieć, sprawdzając go tylko od czasu do czasu.