Miecz Damoklesa w końcu opadł, tak standardowa brama do malowania, codziennie maluję z drżeniem serca, coraz bardziej się opóźniam, boję się tylko, żeby nie zostać ukłutym jednocześnie, a to, co z trudem zarobiłem z tej niewielkiej aury, muszę oddać.

Niektórzy mówią, że używanie zleceń ograniczających nie jest łatwe, inni mówią, że podczas malowania trzeba obserwować wykresy, ja uważam, że to nie ma sensu.

Czy ktoś próbował malować za dwadzieścia lub sto dolarów? Czuję, że ten sposób, choć kłopotliwy, wymaga więcej prób, ale w przypadku takich spadków w porównaniu do dużych funduszy może zminimalizować straty.

Powodów odejścia może być wiele, ale jedynym powodem, by dalej się trzymać jest:

niezgoda.

Czy można jeszcze malować? Kto jeszcze może być malowany?