Mit amerykańskiej niezbędności i ryzyko świata w rebelii
Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych zawsze była naznaczona tzw. amerykańskim wyjątkowym, narracją, która stawia kraj w centrum globalnych decyzji, jak gdyby był najwyższym strażnikiem pokoju, wolności i postępu. Jednak ta wizja, powtarzana do znudzenia, nie jest niczym innym jak subiektywną opinią wspieraną przez potęgę militarną, kontrolę ekonomiczną i manipulację kulturową. Taka postawa ignoruje coraz bardziej oczywistą rzeczywistość: świat nie jest już unipolarny, a upieranie się przy roli „niezbędnego” może przekształcić sojuszników w rywali i przyspieszyć amerykański upadek.
Przez dekady USA korzystały z chaosu w innych krajach, interweniując w suwerenne narody pod pretekstami humanitarnymi lub bezpieczeństwa, zawsze z ukrytymi interesami strategicznymi. Takie zachowanie, zamiast budować szacunek, zasiewało urazy. Dziś niezliczone narody pamiętają o nieuzasadnionych wojnach, duszących sankcjach ekonomicznych i politycznych ingerencjach, które osłabiły lokalne kultury i gospodarki. Ten nagromadzony żal tworzy podatny grunt, na którym inne potęgi kwestionują i wyzywają amerykańską hegemonię.
Postęp bloków takich jak BRICS, umacnianie się gospodarek wschodzących oraz powstawanie nowych sojuszy militarnych pokazują, że centralność USA już nie jest niekwestionowana. Kraje, które wcześniej były uległe, teraz poszukują alternatyw, tworząc równoległe systemy finansowe, zawierając porozumienia strategiczne i zmniejszając zależność od dolara. Świat budzi się — a iluzja amerykańskiej niezbędności jest obnażana.
Jeśli Stany Zjednoczone nie przemyślą swojej polityki zagranicznej, porzucając logikę dominacji i przyjmując postawę autentycznej współpracy, mogą stanąć w obliczu nie tylko krytyki dyplomatycznej, ale także coraz większej izolacji. Planeta, nasycona interwencjami i narzuceniami, może zjednoczyć się przeciwko temu, kto upiera się, by stawiać się ponad wszystkich.
Zwróć uwagę, USA