Wielu myśli, że uruchomienie bloga kryptowalutowego to romantyka: piszesz o „tuzemunie”, robisz przeglądy na shitcoiny i czekasz, aż Google uzna cię za nowego Satoshi Nakamoto.
Też tak myślałem. Regularnie publikowałem długie artykuły, łapałem kilka repostów w Telegramie... i to wszystko. Po 48 godzinach materiał cicho lądował w grobie. Google ignorował mnie z zimnym profesjonalizmem byłej. Mój ruch przypominał EKG zmarłego — płaska linia z rzadkimi skurczami po ogłoszeniach.
To przypadek o tym, jak w ciągu roku przekształciliśmy „cmentarz treści” w maszynę na 1 000 000 wizyt rocznie. Bez magii, bez zakupu linków na indyjskich śmietnikach — tylko poprzez strukturę, techniczną dezynfekcję i treści, które naprawdę są poszukiwane.

Projekt «Do»: Garaż z częściami od Ferrari
Abyście zrozumieli skalę katastrofy:
Nisza: Edukacja w zakresie kryptowalut i przeglądy.
Region: WNP (RU, BY, UZ, KZ).
Startowy ruch: 50–100 osób dziennie (głównie ja, moja mama i para przyjaciół z Telegramu).
Baza: 60+ artykułów, napisanych „z natchnienia”.
Problem: Miałem części od supersamochodu, ale leżały w błocie. Nie było samochodu. Było hobby, które pochłaniało czas, ale nie przynosiło zasięgów.

Dlaczego nie rosliśmy: Diagnoza „po faktach”
Kiedy do projektu dołączyło SEO, nie zaczęli mi śpiewać peanów o „autorskim stylu”. Specjalista po prostu otworzył panel webmastera i wypisał listę moich grzechów:
Kanibalizacja zapytań. Udało mi się napisać trzy artykuły o bezpieczeństwie portfeli. W efekcie strony walczyły ze sobą o miejsce w wynikach, a Google po prostu wyrzucił wszystkie trzy na 50. pozycję.
Artykuły-sieroty. Brak wewnętrznego linkowania. Człowiek czytał przewodnik i odchodził w stronę zachodu, bo nie zaproponowałem mu następnego kroku.
Techniczny szum informacyjny. Duplikaty, krzywe przekierowania i wolne ładowanie.
Zapach śmierci treści. W kryptowalutach informacje z 2021 roku to już paleontologia. Stare artykuły wisiały jak martwy balast i psuły karmę całemu domenowi.

Strategia: 5 kroków od chaosu do systemu
Pracowaliśmy w sprintach. Żadnych „kupmy po prostu linki”. Najpierw — fundament.
1. Techniczna sterylizacja
Wyczyściliśmy śmieci. Skonfigurowaliśmy robots.txt, wyczyściliśmy sitemap i ściśle ustaliliśmy canonical.
Sarkazm dnia: Nie można kłaść tapet w domu, gdzie nie skończono układania cegieł. Zaczęliśmy od ścian.
2. Architektura „Hubów” (Klastrowanie)
Przekształciliśmy stronę z kanału wiadomości w bibliotekę. Stworzyliśmy Pillar Pages (strony-filar):
Hub „Giełdy”
Hub „Portfele”
Hub „P2P”
Wyszukiwarka w końcu zobaczyła strukturę, a nie stos rozproszonych myśli.
3. Treść „na podstawie obliczeń”, a nie z miłości
Przestaliśmy pisać to, co „wydaje się ważne”. Zaczęliśmy zamykać konkretne problemy.
Zamiast: „Dlaczego bitcoin to przyszłość”.
Stało się: „Jak wypłacić USDT na kartę w Uzbekistanie bez blokad”.
Lifehack: Aktualizacja starego artykułu, który już jest na 12. miejscu, przynosi 5 razy więcej zysku niż napisanie nowego od zera.
4. Warstwa zaufania (YMYL i E-E-A-T)
Kryptowaluty to pieniądze. Dodaliśmy prawdziwych autorów, zastrzeżenia i linki do oficjalnych dokumentów. Bez tego w finansowej niszy Google uważa was za potencjalny scam.
5. Link building bez „czarnych” metod
Punktowe gościnne posty i wzmianki, które wyglądają naturalnie. Linki stały się przyspieszaczem, gdy wewnętrzny system był już gotowy do przyjęcia ruchu.
Wyniki: Co w efekcie?
Patrzymy na liczby (luty → grudzień):
WskaźnikDo SEOPo SEODzienny ruch50–100 osób12 000+ (w szczytach)StrukturaChaotyczny strumieńCentra + KlastryOgólny wynikOczekiwanie na cud~1 000 000 wizyt rocznie
Ostateczna myśl
Bądźmy szczerzy: cały ten milion w analizach zdarzył się nie dlatego, że nagle nauczyłem się dogadywać z algorytmami we śnie. Po prostu w pewnym momencie w projekt wszedł specjalista SEO Sergey Dawydow z słonecznego Uzbekistanu — jeśli to interesujące, łatwo go znaleźć na LinkedIn lub na stronie davidoff.studio — i na palcach wyjaśnił: Google nie musi kochać mojego “bogatego wewnętrznego świata”, jeśli na stronie panuje techniczny bałagan i brakuje struktury.
Sergey przyszedł, cicho podwinął rękawy i przekształcił mój przytulny cyfrowy chaos w działający konwój. Ogromne mu dzięki za to, że wydobył ze mnie głupotę “pisarza w natchnieniu” i nauczył patrzeć na treści jak na system. W rzeczywistości, po prostu dalej naciskałem na przyciski — a całą “magia”, która okazała się być przemyślanym i drobiazgowym SEO, zbudował właśnie on.