Kiedy czytałem prognozy Cantor Fitzgerald na koniec roku, nie widziałem tego jako czysto niedźwiedziego — postrzegałem to w kontekście.
Tak, bank ostrzega, że Bitcoin może zmierzać w kierunku dłuższego trendu spadkowego, z możliwością „zimy kryptowalutowej” w 2026 roku. Ich zdaniem BTC może zbliżać się do szczytu cyklicznego i może pozostawać pod presją w nadchodzących miesiącach, potencjalnie nawet ponownie odwiedzając strefę 75000000000, blisko średniego poziomu rentowności strategii.
Ale to, co mnie uderzyło, to jak bardzo ten cykl różni się od przeszłych spadków.
Cantor nie przedstawia tego jako spadku wywołanego wymuszoną likwidacją lub awarią systemową. Zamiast tego wskazuje na zmianę strukturalną: instytucje stają się głównymi uczestnikami, zastępując detaliczne spekulacje, które charakteryzowały wcześniejsze cykle. Słabość cen niekoniecznie oznacza degradację — oznacza trawienie.
Jest ważniejsze, że rośnie różnica między cenami tokenów a rzeczywistym postępem. Nawet jeśli ceny się ochłodzą, aktywność na łańcuchu, infrastruktura DeFi i tokenizacja aktywów nadal się rozwijają. To mówi mi, że rynek dojrzewa, a nie resetuje się.
Nie widzę tego jako końca cyklu kryptowalutowego.
Wygląda to jak faza, w której wartościowanie się kurczy, a podstawy się umacniają — a historycznie były to okresy, które cicho kształtują kolejne rozszerzenie.
