Kiedy płynność wygląda jak kierunek
Powszechnym błędem rynkowym jest założenie, że każdy ostro zarysowany ruch ma za sobą cel. Zauważyłem, jak często cena chwilowo wchodzi do oczywistych obszarów, by potem się wycofać, zostawiając zamieszanie zamiast jasności.
To, co mnie niepokoi, to nie sam ruch, ale jak pewnie ludzie po fakcie tłumaczą go. Zwykle szybko przypisujemy znaczenie, jakby rynek ogłosił swój plan. W rzeczywistości te chwile często wydają się mniej jak decyzje, a bardziej jak próby. Struktura jest rozciągana, wywoływane reakcje, a potem wszystko ponownie się uspokaja. Może to być mylące, ponieważ ruch wygląda celowo, a pod spodem nic się naprawdę nie zmieniło.
Złapałem się na tym, że robię to również, opowiadając historię wokół krótkiego przeszukania, jakby ujawniało prawdę. Ale gdy się cofnę, często wydaje się to bardziej mechaniczne niż strategiczne. Płynność to nie dramat; to tarcie. Ceny ocierające się o to nie sygnalizują automatycznie zamiaru, tylko interakcję.
Może trudniejsza zmiana to zaakceptowanie, że nie każdy ruch jest komunikacją. Niektóre są po prostu rynkiem sprawdzającym swoje własne granice. Kiedy cena to robi, czy obserwujemy strukturę - czy projektujemy znaczenie tam, gdzie go nie ma?