Oszełmienia często opisywane są jak złe pogody. Niewygodne, zewnętrzne, nieuniknione. Takie ujęcie jest wygodne, ale fałszywe.
To, co nazywamy atakami "zatruwającymi", to nie są zjawiska przyrodnicze. To są wykonywane zachowania wykorzystujące znane słabości systemów, które projektujemy, wdrażamy i z których korzystamy. Jeśli wykorzystanie wykrytego błędu można powtarzać w skali, to nie jest już zaskoczeniem. To jest otwarty błąd projektowy.
Przemysł, który może zapewnić opóźnienie w milisekundach, globalne działanie bez przestojów i precyzyjne celowanie, nie może prosić o pomoc wobec schematów oszustwa, które wykorzystują te same skrypty, te same funnele, te same mechanizmy psychologiczne. Przepaść nie polega na możliwościach. Przepaść polega na determinacji.
Koszt tolerowania trucizny
Każdy oszustwo, które się wymknie, robi więcej niż tylko kradnie pieniądze. Koroduje zaufanie.
Użytkownicy nie dzielą szkód na kategorie. Nie mówią: „oszust mnie skrzywdził, a nie platforma.” Czują się zdradzeni przez środowisko, które pozwoliło na atak bez wyzwania.
Ta erozja cicho się kumuluje. Zaufanie nie znika w dramatycznych odejściach, ale w wahaniach. Mniej kliknięć. Mniejsze zaangażowanie. Więcej sceptycyzmu. Ostatecznie migracja.