Mężczyzna, który grał na kryptowalutach, jak może wrócić do normalnego życia?

Szczerych słów, to trudne.

Mam znajomego, który początkowo tylko próbował kontraktów.

Z kapitałem 2000, w ciągu dwóch dni osiągnął 100 tys. zł.

W tym momencie naprawdę wierzył, że jest wybranym przez świat kryptowalut, zarabiać było jakby na wyciągnięcie ręki.

A potem co?

Zainwestował wszystko, stawiał wszystko, trzymał pozycje,

100 tys. szybko spadło do kilkuset.

Ale problem nie leży w stratach —

leży w tym, że człowiek już się w to wciągnął.

Codziennie patrzył na wykresy, nie jadł, nie spał;

mówił, że „kontraktów nie gra żaden pies”,

ale gdy pojawiła się okazja, rzucił się najpierw.

Kontrakty to po prostu jedno słowo: szybko.

Z 50-krotnym dźwignią,

jeśli trafisz na ruch, kapitał wystrzelił w górę;

szybciej niż giełda, bardziej brutalnie niż hazard,

wygrywając jak w marzeniach, przegrywając jak padać z wieży.

Giełda akcji z 10% zmiany w ciągu dnia to już wielkie wydarzenie,

ale w kryptowalutach zmiany o 100% dziennie są codziennością.

A gdy raz poczujesz słodkość „zmiany losu w kilka godzin”,

w głowie pozostaje tylko jedno zdanie:

Mogę się jeszcze odzyskać.

Ale rzeczywistość mówi:

Większość ludzi nie czekała na odrodzenie,

została już całkowicie wyrzucona z rynku.

Dlatego raz, gdy się zetkniesz z kontraktami, naprawdę trudno się wycofać.

Nie dlatego, że jesteś chciwy,

ale dlatego, że jest to szybkie, ekscytujące i jak sen, z którego nie chcesz się obudzić.

Ale pamiętaj —

Im piękniejszy sen, tym większy koszt obudzenia się.