W głównych miastach Iranu przetrwanie stało się codziennym rachunkiem. Rodziny rozciągają kurczące się dochody, ceny zmieniają się z dnia na dzień, a stabilność wydaje się zapomnianym pojęciem. To nie tylko spowolnienie gospodarcze — to widoczny rezultat utrzymującej się presji zewnętrznej.
Krajowa waluta nadal traci na wartości, zacierając siłę nabywczą szybciej, niż mogą dostosować się wynagrodzenia. Niezbędne rzeczy, które kiedyś wydawały się rutyną, teraz wymagają poświęceń. Edukacja, opieka zdrowotna i mieszkania nie są już gwarancjami, ale luksusami, na które wielu nie stać. Publiczna frustracja rośnie nie z powodu teorii czy polityki, ale z żywej rzeczywistości.
Sankcje nigdy nie miały być symboliczne. Ich celem jest zniszczenie strukturalne — ograniczenie dostępu do rynków globalnych, duszenie przepływów kapitałowych i osłabianie ekonomicznego kręgosłupa, aż wewnątrz społeczeństwa pojawią się pęknięcia pod wpływem stresu. W miarę nasilania się presji, niepokoje społeczne stają się przewidywalne, a nie zaskakujące.
Inflacja nie jest niezamierzonym wynikiem; to jest dźwignia. Niedobory nie są błędami; to są tolerowane koszty. Erozja klasy średniej nie jest przypadkowa — to jest punkt nacisku. Ta strategia opiera się na wyczerpaniu, zakładając, że przedłużająca się niedola ostatecznie skieruje publiczny gniew do wewnątrz.
Ale ten model zakłada, że upadek jest czysty i kontrolowany. Zakłada, że ludzie mogą się organizować swobodnie pod nadzorem, protestować bezpiecznie pod przemocą i zastępować struktury władzy bez krwi. Rzeczywistość jest o wiele surowsza. Państwa pod presją nie luźnią kontroli — zaostrzają ją.
Ostatecznym wynikiem jest populacja uwięziona między ekonomiczną duszeniem a polityczną sztywnością. Zmiana, jeśli nadejdzie, niesie ze sobą koszt ludzki rzadko uznawany przez tych, którzy projektują politykę.
Sankcje mogą przekształcać gospodarki na papierze. W rzeczywistości przekształcają życie — powoli, boleśnie i nierównomiernie.