Korupcja na Ukrainie nie jest jedynie wadą polityków czy urzędów. To głęboka logika społeczna, która zaczyna się w sercu zwykłych ludzi, wspina się na szczyty władzy, a potem wraca — przekształcona — do tych samych obywateli.
Ukraińcy mają w zwyczaju mówić: „Władze są skorumpowane.” Ale skorumpowane władze nie spadają z nieba. Są wybierane. Tolerowane. Uzasadniane. Nawet szanowane.
Dla dużej części ukraińskich wyborców, korumpowany urzędnik nie jest przestępcą — jest „praktycznym człowiekiem.” Kimś, kto wie, jak „rozwiązywać problemy.” Kimś, kto szybko, ludzko, namacalnie dostarcza tego, czego tak bardzo brakuje: naprawiony płot obok kościoła, załatana dziura w drodze, praca zorganizowana dla szwagra. Abstrakcyjne pomysły o sprawiedliwych prawach, niezależnych sądach i długoterminowych reformach wydają się pustymi słowami — teoretyczną mgłą, która nie przynosi ciepła tu i teraz.
I tak rodzi się zamknięty krąg.
Polityk naprawia ogrodzenie kościoła.
Ksiądz — ten sam, który kiedyś zapłacił za swoją ordynację — odwzajemnia przysługę: podczas kampanii błogosławi mężczyznę, cicho lub otwarcie namawiając parafian do głosowania na niego.
Później, kiedy ten polityk dochodzi do władzy, ksiądz prosi o swoją przysługę w zamian: o pracę dla krewnego.
Ten krewny, obejmując stanowisko (za które, naturalnie, także zapłacił), nie postrzega tego jako służby publicznej, lecz jako inwestycję, którą należy odzyskać tak szybko i w pełni, jak to możliwe.
Łańcuch nigdy się nie łamie.
Uniwersytety biorą łapówki za oceny i dyplomy.
Urzędnicy, gdy zostaną przyłapani, wykupują się z organów ścigania i sądów.
Liderzy frakcji kupują posłów.
Wszystko jest na sprzedaż.
A najstraszniejsza rzecz to — niemal zawsze tanio.
Jednocześnie Ukraińcy marzą o Europie — jednak bez zmiany sposobu myślenia.
Dla wielu zasada rządów prawa i reformy sprowadzają się jedynie do linii wprowadzonych do Konstytucji, formalnych pól do zaznaczenia, po których „Europa nas przyjmie.”
A potem nadeszła wojna.
Wielka wojna nie wynalazła korupcji — obnażyła ją, przyspieszyła, sprawiła, że zaczęła krzyczeć. Nawet teraz, gdy przetrwanie narodu jest zagrożone, znaczna część społeczeństwa wciąż sięga po znane skróty zamiast fundamentalnych zmian.
Ludzie zbierają pieniądze na drony i kamizelki ochronne, ponieważ państwo defrauduje budżet wojskowy i nie zapewnia odpowiedniego wyposażenia dla frontu.
Jednak nawet w funduszach wolontariackich roi się od oszustów.
Nawet to, co dociera do armii, często jest odcinane przez dowódców.
Niektórzy zmuszają żołnierzy do „dokładania się” na różne potrzeby — bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Były przypadki, gdzie pojazdy zakupione za darowane pieniądze po prostu znikały w rękach dowódców wojskowych.
Kraj zmaga się również z podstawową infrastrukturą: obywatele siedzą bez elektryczności, ponieważ przyjaciele prezydenta, którzy kontrolują Energoatom, odmówili inwestycji w obiekty ochronne — nie było zysków z łapówek w tych projektach.
Dopóki wyborcy wolą zasiłki od sprawiedliwości, osobiste przysługi od zasad, a „efektywnych złodziei” od uczciwych reformatorów, system będzie się w nieskończoność reprodukować.
A najboleśniejsza prawda, ta najtrudniejsza do wypowiedzenia na głos:
Każdy skorumpowany wysoki urzędnik jest przede wszystkim lustrem wyborcy, który kiedyś wybrał wygodę zamiast odpowiedzialności.