Wiele osób pyta mnie: Czy można traktować kryptowaluty jako zawód?
Można, ale pod warunkiem, że najpierw musisz przetrwać.
W pierwszych latach w branży tak naprawdę nie zarabiałem, tylko nadrabiałem zaległości — uczyłem się, jak obsługiwać giełdy, jak przelewać na blockchainie, jak korzystać z portfela. Te podstawy muszą być solidne, inaczej zarobione pieniądze prędzej czy później wrócą.
Później zrozumiałem jedną prawdę: w świecie kryptowalut najdroższy nie jest żaden token, ale twój zatrzymany umysł.
Nie ufaj łatwo nikomu. W tej branży nie brakuje „nauczycieli”, którzy prowadzą transakcje, ale naprawdę odpowiedzialnych za ciebie jest bardzo mało. Ostatecznie to tylko ty możesz nacisnąć przycisk kupna lub sprzedaży.
Otoczenie, w którym się znajdujesz, również ma ogromne znaczenie. Jeśli spędzasz czas wśród ludzi, którzy chwalą się zyskami i krzyczą o wzrostach, tylko zwiększysz swoją niepewność i nerwowość.
Inwestowanie musi być niezależne. Analizy innych mogą być inspiracją, ale musisz opracować własną logikę i granice, wiedzieć, co powinieneś zrobić, a czego unikać.
Nie spiesz się z wyborem ścieżki. Kontrakty, krótkoterminowe inwestycje, hodlowanie, NFT… nie ma jednoznacznie dobrych ani złych opcji, tylko te, które są odpowiednie dla ciebie. Wiele porażek wynika z „fantazji o setkach procent” — myślenia, że można się wzbogacić przez szczęście w jedną noc. Ale prawdziwe setki procent często pochodzą z iteracji i akumulacji wiedzy.
Oszuści, pułapki, opłacanie nauki… to wszystko jest bardzo powszechne. Dopóki możesz się czegoś nauczyć, te straty nie będą zmarnowane.
Przestrzeganie reguł jest ważniejsze niż szukanie okazji. Prawdziwi mistrzowie rzadko narzekają na rynek, zamiast tego stale dostosowują swoje strategie i nastawienie.
Ucz się i działaj jednocześnie, nic nie przyspieszaj. Doświadczenie jest twoim najbezpośredniejszym nauczycielem.
Na koniec prawda: w tej branży, ci, którzy mogą przetrwać najdłużej, nigdy nie są najinteligentniejsi, ale ci, którzy potrafią się skupić, ciągle uczyć i wytrwać.


