Tamtego dnia, gdy słuchałem przyjaciela z projektu rozmawiającego o Vanarze, prawie pomyślałem, że żartują — blockchain, który ma połączyć 3 miliardy zwykłych użytkowników? To zbyt wielka ambicja! Ale po dokładnym zbadaniu sprawy, uderzyłem się w udo: ten facet, naprawdę nie mówił bez sensu.
Gdzie tkwi mądrość Vanara? Nie próbował na siłę wcisnąć się na wąski most „łańcucha rozliczeń finansowych”, lecz zamiast tego skupił się na świecie wokół nas. Zobacz, wspólnie z deweloperami gier, przekształcają przedmioty i tożsamość w unikalne aktywa na łańcuchu; a także spiskują z markami, aby każda kupon, karta członkowska ożyła, stając się niemożliwą do podrobienia. Ta strategia przypomina wczesny internet — najpierw pozwólmy wszystkim korzystać, bawić się, a blockchain stał się cichym, ale solidnym rozwiązaniem problemów zaufania i własności.
Najbardziej zaskoczyło mnie jego zaangażowanie w „aktywa z rzeczywistego świata”. Nie unosi się w powietrzu, mówiąc o mitach DeFi, ale zastanawia się, jak bezpiecznie „przenieść” nasze domy, samochody, a nawet obrazy na łańcuch. Tego typu przyziemna ambicja jest tym, czego branża najbardziej potrzebuje. Nawet najwspanialsza technologia ostatecznie musi służyć naszym codziennym przyjemnościom, prawda?
Moim zdaniem, Vanar jest praktycznym marzycielem. Wie, że samymi hasłami nie zdobędzie 3 miliardów użytkowników, więc po prostu zakasał rękawy i zaczyna „przenikać” przez aplikacje w naszych telefonach i transakcje w naszym życiu. Jeśli uda mu się ukryć skomplikowaną technologię za gładkim doświadczeniem, być może pewnego dnia zapomnimy o używaniu blockchaina, tak jak zapominamy hasła do Wi-Fi — a to będzie momentem jego prawdziwego sukcesu.
