To nie jest pesymizm poszczególnych analityków i menedżerów wyższego szczebla, ale konsensus tych, którzy na rynkach naprawdę poruszają pieniądze.
Przypomnę wam, przyjaciele, że w ten wtorek, 20 stycznia, na Wall Street dzień giełdowy zakończył się krwawą łaźnią: S&P 500 spadł o 2,06%, Nasdaq - o 2,39% (najgorszy dzień od października 2025 r.). W ciągu doby inwestorzy stracili około 1,4 biliona dolarów kapitalizacji rynkowej! Rynki futures również kontynuowały spadek, Bitcoin w pewnym momencie spadł poniżej 88 000 USD, altcoiny z top-100 prawie wszystkie są na czerwono.
A teraz najciekawsze: równocześnie z akcjami sprzedają również obligacje! 10-letnie obligacje USA skoczyły pod względem rentowności do 4,283% (+1,32%), 30-letnie – do 4,920% (+1,69%). To maksima od 2007 roku! Podobna sytuacja na rynkach długu w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Hiszpanii i Australii. A Japonia z długiem 250% PKB traci kontrolę nad swoim rynkiem obligacji: Bank Japonii nie może powstrzymać wyprzedaży papierów dłużnych, chociaż szefowa Ministerstwa Skarbu USA Bessent błaga o zrobienie czegokolwiek.
Dolar amerykański również spada — indeks DXY stracił prawie 1% w ciągu dnia (najsilniejszy spadek od kwietnia 2025 r.) A co ze złotem i srebrem? Nowy historyczny maksymalny poziom ceny złota - $4 870 za uncję (+2,3% w ciągu dnia). Srebro +0,99%. W ciągu 12 miesięcy złoto - 80%, od początku roku prawie 13%. Jeśli tempo się utrzyma, to na wiosnę zobaczymy złoto $5 000(!), i to już nie fantastyka.
Tak, przyjaciele, na naszych oczach została złamana tradycyjna logika, która polegała na tym: jeśli akcje spadały, inwestorzy, uciekając przed ryzykiem, wchodzili w amerykański dług publiczny. Teraz już tego nie ma. Aktualnie mamy do czynienia z frontalnym załamaniem wszystkich kluczowych wskaźników na świecie, z wyjątkiem złota. Jeśli to nie panika, to co?