Wyobraź sobie to: jesteś w Las Vegas, zamawiasz kawę, spoglądasz na metkę z ceną — i płacisz za to w bitcoinach. Nie przez jakiegoś nieporęcznego pośrednika, ale bezpośrednio właścicielowi sklepu. Brzmi jak science fiction? Nie — to już się dzieje.

22 stycznia lokalne wiadomości doniosły, że coraz więcej małych i średnich firm w Vegas przechodzi na BTC. I to nie chodzi o hype. Po prostu mają dość tracenia 3% na każdej transakcji kartą. Trzy procent! Dla kawiarni, baru lub sklepu detalicznego działającego na wąskich marżach, to różnica między pozostaniem otwartym a zamknięciem.

Bitcoin? Szczególnie za pośrednictwem Lightning lub bezpośrednich przelewów portfelowych — prawie zerowe opłaty, środki docierają natychmiast, a co najważniejsze — brak zwrotów. Żadnych „nie kupiłem tego”, żadnych „moja karta została skradziona”, żadnych „zwrot w toku od 14 dni”. Płatność potwierdzona? Zrobione. Sprzedawca śpi spokojnie; klient odchodzi zadowolony.

Oczywiście, adopcja wciąż jest lokalna. I nikt nie mówi, że dolar znika. Ale kiedy firmy zaczynają wybierać bitcoin nie dlatego, że jest „cyfrowym złotem”, ale dlatego, że jest tańszy, szybszy i bardziej niezawodny — to już nie jest trend. To zmiana infrastrukturalna.

A oto haczyk: to nie jest ideologiczne. Chodzi o przetrwanie. Właściciele małych firm nie czytają białych ksiąg — liczą liczby. A jeśli BTC zaoszczędzi im setki lub nawet tysiące miesięcznie, przyjmą to — nawet jeśli wcześniej myśleli, że to tylko „bańka”.

Więc prawdziwe pytanie nie brzmi, czy bitcoin stanie się pieniędzmi.
Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego wciąż jesteśmy zaskoczeni, gdy zaczyna się zachowywać jak pieniądz?

$BTC #BTC #bitcoin