To, co się dziś wydarzyło, to nie tylko wyprzedaż złota i srebra.
To ostrzeżenie, które sięga głębiej niż 2008 rok.
Złoto spadło o około 20%.
Srebro załamało się o prawie 30%.
Wszystko w jednej sesji.
Tego rodzaju ruch nie zdarza się na stabilnych rynkach.
I to nie zdarza się w aktywach, na których ludzie polegają dla bezpieczeństwa.
Gdy instrumenty mające na celu stabilizację systemu zachowują się w ten sposób,
problem nie polega na sentymencie — to strukturalne.
Z biegiem czasu złoto i srebro cicho przekształciły się w mocno lewarowane transakcje.
Główne instytucje, fundusze hedgingowe, biura towarowe,
nawet suwerenne podmioty w nie zainwestowały.
Wiara była prosta:
„Te rynki nie załamują się.”
Ta wiara zapraszała dźwignię.
Nieustępliwa.
Powszechne.
Niedoceniane.
Dziś ta dźwignia pękła.
Wezwania do uzupełnienia depozytów uderzyły.
Wymuszone likwidacje nastąpiły.
Cienka płynność pogorszyła sytuację.
Wyglądało to jak krach kryptowalut —
z wyjątkiem tego, że tym razem zaangażowane aktywa znajdują się w sercu globalnego zabezpieczenia.
Wszystko, co uznawano za „niezłomne”, ostatecznie staje się najbardziej kruche.
To nie była panika sprzedażowa.
To było systemowe odwrócenie dźwigni.
Biliony zostały skasowane na papierze dzisiaj.
Ale prawdziwe konsekwencje jeszcze się nie ujawniły.
Pojawią się poprzez: • napięte bilanse
• niedobory zabezpieczeń
• zaostrzenie kredytu
• wymuszone sprzedaże w różnych klasach aktywów
Wzór jest znajomy.
Najpierw cenne metale.
Potem akcje.
Potem nieruchomości.
Tak działa zaraźliwość.
Dziś nie zostanie zapamiętane jako krach.
To zostanie zapamiętane jako moment, w którym fundament pękł —
a gdy zaufanie zawodzi w rdzeniu,
wszystko, co na tym zbudowane, zaczyna się chwiać.