Dziś, widząc tak wielu ludzi na likwidacji, tak naprawdę za tym kryje się bezradna sytuacja zwykłych ludzi w grze o bogactwo. Dla bogatych to tylko część ich aktywów, straty nie wpływają na ich życie, ale zwykli ludzie stawiają wszystko, co mają, a nawet fundusze dźwigni. Gdy dojdzie do likwidacji, jest to załamanie życia. Podstawowa logika wzrostu i spadku rynku oraz metody działania instytucji są dla zwykłych ludzi trudne do pełnego zrozumienia. Łatwo jest pod wpływem emocji podążać za wzrostami i spadkami, co ostatecznie prowadzi do bycia zebranym. Bogaci mogą znaleźć model zysku poprzez wielokrotne próby i błędy, podczas gdy dla zwykłych ludzi jedna poważna strata może oznaczać brak szans na odbicie. To nie jest kwestia odwagi, ale nieunikniony wybór pod presją przetrwania. Ostatecznie nie chodzi o to, czy grać, czy nie, ale o to, że zabezpieczenie majątkowe zwykłych ludzi jest zbyt cienkie. Na wysokoryzykownym rynku nawet „nie granie” może być powoli erodowane przez inflację, a co dopiero aktywne obstawianie.